Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

18 lipca 2018

NR 5 (Czerwiec 2018)

Apartament Morskie Oko - Willa na Skarpie

0 78

Minimalizm, modernizm, elegancja – tak w trzech krótkich słowach można opisać apartament „Morskie Oko”, który znajduje się przy ul. Morskie Oko 1 w Warszawie. Korony drzew, „ruchoma” skarpa, kontekst historyczny były nie lada wyzwaniem i inspiracją dla Grupy 5 Architekci. Realizacja uhonorowana została prestiżową Nagrodą Architektoniczną Prezydenta m.st. Warszawy za najlepszy budynek mieszkalny w roku 2015 oraz nominacją do nagrody SARP. O założeniach projektowych, nowoczesnych technologiach oraz innowacyjnych rozwiązaniach rozmawiamy z Rafałem Zelentem, Krzysztofem Mycielskim i Piotrem Guzikiem.

 

Fot. 1. Apartament przy ul. Morskie Oko 1 w Warszawie – ujęcie od strony parku Morskie Oko
Źródło: Marcin Czechowicz

 

W jakim otoczeniu powstała inwestycja? 

R.Z.: Obiekt powstał na Mokotowie, przy parku Morskie Oko, w otoczeniu trzech czterokondygnacyjnych apartamentowców oraz przebudowanej i zmodernizowanej tzw. willi Chowańczaka. Autorem założenia urbanistycznego była pracownia LPA i architekt Marcin Rubik. W listopadzie 2012 r. jako pracownia Grupa 5 Architekci zostaliśmy zaproszeni przez Inwestora do konkursu na zaprojektowanie fragmentu tego zespołu – domu noszącego dziś adres Morskie Oko 1. Ostatecznie wzdłuż ulicy Morskie Oko powstały obiekty autorstwa trzech pracowni – Grupy 5 Architekci (budynek pod nr 1), a także budynki autorstwa architektów Marty Łukasik i Krzysztofa Pęszkala z pracowni LPA oraz architekta Mikołaja Gierycha z pracowni Gierych Studio, która podjęła się również modernizacji willi Chowańczaka. Budynek z adresem 1 został zrealizowany w efekcie  konkursu, w którym brały udział znane polskie pracownie. Podeszliśmy do konkursu bardzo ambicjonalnie, żeby z jednej strony pokazać to, czym chcieliśmy się wyróżnić, a z drugiej – wygrać. Założeniem naszym było stworzenie obiektu dla ludzi, którzy chcą mieszkać w mieście, ale jednocześnie pragną minimum intymności, choć bez nieprzeziernych murów i barier oddzielających. Nie chcieliśmy „wyrywać” tego terenu z kontekstu miejskiego. 

Co stanowiło największe wyzwanie w projekcie? 

K.M.: Przede wszystkim musieliśmy mieć na względzie bliskie sąsiedztwo parku i konieczność zachowania odpowiedniej odległości od koron drzew. Dodatkowo apartament powstał na krawędzi skarpy, co pociąga za sobą różne trudności, także konstrukcyjne – musieliśmy sprawdzić, czy skarpa się nie osunie. Konieczne było także wykonanie dokumentacji geologiczno-inżynierskiej oraz obliczeń stateczności skarpy. Realizacja budynku w takim terenie była więc znacznie trudniejsza niż budowanie w płaskim otoczeniu. Było to wyzwanie architektoniczne, ale na tym polegają uroki naszego zawodu, że wyzwania takie zawsze postrzegamy jako atut. 

P.G.: Skarpa była wyzwaniem, ale też w pewnym sensie błogosławieństwem, ponieważ takie ukształtowanie terenu eliminuje możliwość penetracji wzrokowej przez ludzi z zewnątrz. Z samą skarpą wiąże się pewna anegdota. Kiedy już bowiem praktycznie zamknęliśmy projekt, rozpoczęła się budowa i w trakcie tyczenia fundamentów okazało się, że jest ona trzy metry bliżej niż było to w pierwotnym projekcie, dlatego taras, który miał leżeć na skarpie, wybija się z niej. Trzeba więc było skorygować założenia projektowe pod kątem zmian, jakim uległa skarpa. Realizacja projektu okazała się też trudna z powodu bliskiego sąsiedztwa wysokiej zabudowy wielorodzinnej od strony południowej, w związku z czym projekt musiał ewaluować, by również od tej strony zachować intymność właścicieli budynku. 

Fot. 2. Wschodnia elewacja budynku
Źródło: Marcin Czechowicz

 

A jak Panowie rozwiązali kwestię dotyczącą zabezpieczenia skarpy przed erozją? Czy w przyszłości, w perspektywie 10 lat, może dojść do ponownego jej przesunięcia?

P.G.: Jest to oczywiście bezpiecznie rozwiązane. Tarasy, które pierwotnie były projektowane na terenie, teraz są konstrukcyjnie związane z budynkiem na łącznikach termoizolacyjnych, by nie obciążać skarpy. Nie mieliśmy możliwości, aby zrealizować dużej wielkości taras, mieliśmy do dyspozycji jedynie fragment skarpy. Wymagała ona zmian projektów technologicznych i projektu konstrukcyjnego wykonanego przez biuro konstrukcyjne MARD Rafał Dziubiński oraz ich ponownego sprawdzenia. Ponadto konieczne było – już na etapie projektu zagospodarowania terenu – zapanowanie nad erozją. Jest to kwestia nasadzeń roślin i siatek, które usztywniają skarpę, tak jak robi się to w przypadku skarp przy zbiornikach wodnych albo przy rzekach. Nie ukrywajmy, że najlepiej utrzymują skarpę istniejące drzewa poprzez swój system korzeniowy.  

Co jeszcze – oprócz koron drzew i skarpy – stanowiło wyzwanie?

K.M.: Zawsze wyzwaniem jest koncepcja i znalezienie odpowiedniej formuły architektonicznej. Wiedzieliśmy, że ten dom ma być wyjątkowy, ze względu na swoją lokalizację. Tak naprawdę dom jest skromnych rozmiarów – nie jest to ogromna mieszkaniówka, natomiast bez wątpienia jest domem, który ludzie kojarzą. Bardzo zobowiązującą kwestią był kontekst architektoniczny przedwojennej architektury – nie chcieliśmy, aby był to dom, który swoją konwencją odstaje od otoczenia. A wyzwanie polegało na tym, że faktycznie długo szukaliśmy odpowiedzi architektonicznej na etapie konkursu, i zaangażowaliśmy do tego wiele osób – pięciu architektów zajmowało się jednym domem o powierzchni 1000 m2, podczas gdy inne zadania, jakie wykonujemy na co dzień, są znacznie większe. Był to jeden z mniejszych projektów, z jakim mieliśmy do czynienia w pracowni. Kiedy już kompletnie nie wiedzieliśmy, w którą stronę podążyć, najmłodszy członek naszego zespołu, Marcin Zatoński, powiedział, że może najlepiej byłoby wyakcentować pierwotne nasze założenia i wrócić do najprostszej wersji domu z wielkoformatowymi oknami i nic więcej nie dodawać. Zasugerował, byśmy nie starali się dopowiedzieć architekturą czegoś więcej, bo wszystko, co wynika z kontekstu, już jest tak mocne, że nie trzeba nic więcej dodawać. Poszliśmy w tym kierunku, domu z dużymi oknami, i na tym polega podstawowy wyróżnik jego architektury. Oczywiście, jest on utrzymany w konwencji modernistycznej, minimalistycznej, nawiązującej do przedwojennej architektury Mokotowa. Duże okna wynikają z pragnienia, aby – będąc w środku – cały czas widzieć korony drzew, wnętrze domu przenikało się z krajobrazem. Jest to decyzja, która wpływa na architekturę zewnętrzną, ale też na to, w jaki sposób odbieramy naturę przebywając wewnątrz obiektu. Ta decyzja może się wydawać łatwa i prosta do podjęcia, 
ale dojście do niej, jak do każdej klarownej idei,  nie było łatwe.

R.Z.: Nasi wspólnicy mówili, że jest to projekt, na którego powierzchnię przypada największa liczba architektów naszej pracowni. Około 10 architektów głowiło się nad rozwiązaniami jednego domu, gdzie w takim dużym zespole powinniśmy zaprojektować całe osiedle. My jednak podeszliśmy do tematu bardzo ambicjonalnie, nie mogąc sobie odpuścić. Samo to miejsce na mapie Mokotowa jest dla nas znaczące. 

Fot. 3.  Południowa elewacja budynku – w narożniku widoczne przeszklenia klatki schodowej
Źródło: Marcin Czechowicz

 

Jest to prestiżowy budynek i okolica. Czy dobrze rozumiem, że pozornie łatwy projekt okazał się dużo większym wyzwaniem niż początkowo Panowie zakładali?

K.M.: Nie, od początku liczyliśmy się z wyzwaniami projektowymi, tego, że wystąpią byliśmy w pełni świadomi. Tego typu lokalizacja oraz uwarunkowania terenu naprawdę nie zdarzają się często. To musiało być wyzwanie! Może kilka razy w karierze architekt ma okazję tworzyć budynek w tak niesamowitym kontekście,...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Nowoczesnego Budownictwa"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy