Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

1 lipca 2019

NR 11 (Czerwiec 2019)

Tu będzie teatr – rozmowa z dyrektorem Teatru Muzycznego w Poznaniu

0 71

Szczepan Szłapka, red. naczelny „Forum Nowoczesnego Budownictwa”: Spotykamy się w bardzo ważnym momencie. Momencie, na który czekał Pan, jeśli dobrze liczę, sześć lat. Czyli nowa siedziba Teatru Muzycznego w Poznaniu staje się faktem?

Przemysław Kieliszewski, dyr. Teatru Muzycznego w Poznaniu: Ja czekałem sześć lat, ale zespół teatru i Poznań czekali sześćdziesiąt lat na podjęcie decyzji o powstaniu nowej siedziby Teatru. Oczywiście, wcześniej były próby takiego trochę pójścia na skróty i przeniesienia Teatru Muzycznego z ul. Niezłomnych na ul. Matejki, czyli do dawnego kina Olimpia. Jednak z tym rozwiązaniem byłoby trochę jak w powiedzeniu „zamienił stryjek siekierkę na kijek” – to byłoby nieporozumienie i nic by to nie dało, żadnego rozwoju. Tutaj zaś mamy wielką szansę wejść na zupełnie inną, światową wręcz orbitę. 

Pewnie nowa siedziba byłaby szybciej, ale nie byłaby taka, jaką sobie wymarzyliśmy. Warto dodać, że właściwie od zakończenia II wojny światowej budynki instytucji kultury w Wielkopolsce od zera nie powstawały.
No właśnie, do tego technologia bardzo się zmienia, a teatr jest miejscem, w którym ona bardzo szybko się starzeje. I dlatego dzisiaj trzeba zbudować coś, co będzie nowoczesne jeszcze za kilkadziesiąt lat. To jest możliwe. Oczywiście, będą się zmieniały osprzętowanie, światło, dźwięk, efekty specjalne, ale przestrzeń, którą chcemy stworzyć, ma być przestrzenią bardzo uniwersalną, ma spowodować, że będziemy mogli zapraszać spektakle musicalowe z całej Polski. Widownia będzie największa i będziemy mieli jedną z większych scen musicalowych 
w Polsce – na tyle uniwersalną, że będziemy tu mogli adaptować bardzo wiele spektakli. Ale przede wszystkim będziemy mogli tworzyć od początku, niemal bez ograniczeń „będziemy tworzyć magię i sny” – jak mówi fragment piosenki otwierającej musical „Pippin”, który będziemy grali we wrześniu. Dlatego że teatr jest fabryką magii i snów, ludzie wychodzą z niego płacząc, śmiejąc się, niosąc w sobie wiele emocji. A do tego dzisiaj, oprócz gry aktorskiej i świetnych wykonań muzycznych, potrzebna jest też technologia, która oczarowuje widza.

Porozmawiajmy chwilę o samym przebiegu konkursu architektonicznego. Jak długo on trwał i czy ten projekt, który ostatecznie wygrał, w 100% spełnia wasze wymagania jako instytucji kultury, czy gdzieś po drodze trzeba było pójść na jakiś kompromis, żeby się wpasować w to, co do konkursu zostało zgłoszone?
Myślę, że ten projekt w 100% będzie spełniał nasze wymagania, kiedy zwycięska pracownia uwzględni nasze zalecenia konkursowe. Projekt rzeczywiście oczarował nas swoją bryłą. Poza tym przewyższył pozostałe pięć finałowych propozycji bardzo prostym zabiegiem, prostą kreską poprowadzoną pewną linią tego budynku, która jest nieoczywista, a jednocześnie chowa pewne trudne do schowania przewyższenie, które w każdym teatrze się pojawia, czyli komin sceniczny. Z drugiej strony wydaje mi się, że w tym miejscu tworzy jakąś nową jakość i nie tylko ma odniesienie do dachów starych budynków dzielnicy cesarskiej, choćby Opery, ale także otwiera się przez swoją przejrzystość na tę nową dzielnicę z dominantą Bałtyku. I jest jakimś odniesieniem do tego, co nowoczesne w Poznaniu, co ma inspirować i dynamizować nasze miasto.
 

Fot. 13–14. Rzuty kondygnacji
Źródło: Atelier Loegler Architekci

 

Wydawać by się mogło, że zwycięski projekt to już koniec pewnej walki. Tymczasem jest to koniec pierwszego etapu, przed wami drugi etap, być może jeszcze trudniejszy, czyli praca nad ostatecznym wyglądem. Jak od tej strony jesteście przygotowani na pracę z projektantem, który ma przybliżyć wymarzony cel?
Bardzo długo przygotowywaliśmy się do tego procesu. Powołaliśmy dziewięcioosobowy zespół ekspercki, który przez ponad rok opracowywał warunki konkursu i wkład, który był mapą dla architekta – wszystkie wymagania, wytyczne, nasze zapotrzebowanie. W skład tego zespołu wchodzili praktycy, czyli, oczywiście, scenograf, a także szefowie instytucji niedawno powstałych w Polsce, czyli Opery Podlaskiej w Białymstoku i Jordanek w Toruniu. Konsultowaliśmy się z dyrekcją Teatru Capitol we Wrocławiu, Teatru Muzycznego Roma i Teatru w Gdyni. I, za co jestem bardzo wdzięczny moim kolegom dyrektorom, oni opowiadali nam, jakie mankamenty mają ich budynki. Chcemy wyciągnąć wnioski z błędów, które pojawiły się przy tych wszystkich projektach. Mam nadzieję, że pan profesor Loegler, który zaprojektował filharmonię łódzką czy krakowską, również skorzysta z tych sugestii, które otrzymał zarówno w Łodzi, jak i w Krakowie. Bo umówmy się – to są piękne obiekty, ale też nie są idealne. Mam nadzieję, że będzie chciał nas posłuchać, a przede wszystkim przemawiającej przez nas mądrości osób, które dzieliły się swoim doświadczeniem: „niestety, w tym teatrze jest zła rampa do dostaw scenografii”, „w tym jest za mało wyjść ewakuacyjnych”, „w tym nie ma wglądu z balkonu na scenę”. Staraliśmy się maksymalnie opisać to w programie funkcjonalno-użytkowym. Sąd konkursowy sformułował jeszcze szereg uwag i zaleceń pokonkursowych, więc mam nadzieję, że pracownia architektoniczna profesora Loeglera zgodzi się na konstruktywny dialog w tym zakresie. Dlatego że tak jak musical jest dziełem zbiorowym, tak ten projekt, żeby był sukcesem, musi być naszą wspólną pracą. Ponieważ wiemy, czego oczekujemy, mamy specjalistów, którzy potrafią pomóc. Myślę, że czasami jesteśmy zbyt wielkimi indywidualistami, dlatego w Polsce nie powstają dobre musicale. A przecież musical jest dziełem zbiorowym – tak jak, wydaje mi się, budowa i projektowanie teatru. Należy do tego podejść z wielką pokorą, bo to ma być coś, co będzie służyć latami. Każdy przecież buduje taki obiekt raz, a do tego dochodzi jeszcze presja środków unijnych, która nie pozwala ze spokojem zająć się detalami i funkcjonalnością. Na pewno nie unikniemy błędów w ogóle, ale bardzo chciałbym, żeby ten budynek od strony funkcjonalnej był najwybitniejszym obiektem w Polsce. Żeby zarówno artyści, jak i widzowie wyjeżdżali z Poznania i mówili: „Wow, takiego teatru nie ma w Polsce. Bo jest najnowocześniejszy, najbardziej funkcjonalny, jest taką perełką, do której chcemy wracać”.

Musicie też – zarówno projektant, jak i inwestor – być bardzo ostrożni i wyważeni ze względu na lokalizację. Miejsce jest z jednej strony nieprzypadkowe, a z drugiej jest wyjątkowe. I też trudne przy okazji. 
Tak, już sama nazwa ulicy Skośnej sugeruje, że jest tam pochylenie, a do tego pochylenie niejednorodne, bo z północy na południe i z zachodu na wschód. Ono jest bardzo niełatwe, ale też bardzo inspirujące, bo przecież starożytni Grecy szukali tego typu pochylonych lokalizacji dla swoich teatrów. Więc myślę, że tutaj projektant bardzo pięknie odczytał tę ideę. Ułożenie tej działki jest więc, moim zdaniem, korzystne dla umiejscowienia właśnie nachylenia widowni i architekt pięknie z tego wybrnął, za co zresztą został nagrodzony pierwszą nagrodą. Ta działka jest niesamowita przede wszystkim dlatego, że budynek będzie eksponowany z trzech stron, tylko od strony wschodniej odnosi się do dzielnicy cesarskiej, do tego, co ma ponad sto lat i niesie ze sobą bagaż architektury pruskiej, która ma określone parametry. Natomiast trudno było nam się zgodzić, żeby popaść w jakąś historyzującą architekturę c...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Nowoczesnego Budownictwa"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy