Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

29 sierpnia 2018

NR 6 (Sierpień 2018)

Sacrum i profanum w Muzeum II Wojny Światowej

0 188

Podziemie to symbol przeszłości, gdzie chowamy piekło wojny, symbol teraźniejszości to plac, gdzie ludzie mogą się spotkać i porozmawiać, a symbolem przyszłości jest wieża, z której można podziwiać panoramę miasta – oddane do użytku w 2017 roku Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku to niepowtarzalny budynek pełniący różnorodne funkcje. Na temat procesu inwestycyjno-budowlanego rozmawiamy z Jackiem Droszczem ze studia architektonicznego „Kwadrat”.

Jak poprzemysłowy teren wpłynął na realizację inwestycji? 
Lokalizacja obiektu ma duże znaczenie dla jego formy, struktury przestrzennej i powiązań komunikacyjnych. Szukając tych rozwiązań, staramy się „wpisać” w otoczenie, w odpowiedni kontekst miejsca, utrzymując lub wzmacniając jego cechy charakterystyczne. W tym przypadku mieliśmy jednak trochę inną sytuację, bowiem Muzeum II Wojny Światowej powstało na terenie poprzemysłowym, w miejscu dawnej pętli autobusowej, na terenie o powierzchni ok. 1,5 ha, ale w dość bliskiej odległości od Starego i Głównego Miasta. Mimo wszystko był to obszar dość peryferyjny, gdzie w zasadzie ani turyści, ani mieszkańcy specjalnie się nie zapuszczali. Ta sytuacja już na etapie przygotowań warunków konkursu wywołała dość szerokie konsultacje ze środowiskiem historyków, architektów i urbanistów. Brałem udział w tych dyskusjach, reprezentując pogląd, że powstanie takiego obiektu będzie miało ogromne znaczenie nie tylko dla Gdańska, ale też dla całego regionu.

Dlaczego nie na Westerplatte?
Wskazana lokalizacja była początkowo mocno kontestowana, gdyż wydawało się, że naturalnym miejscem na obiekt związany z II wojną światową jest teren Westerplatte – symbol początku wojny. Jednak teraz, patrząc z perspektywy lat i funkcjonującego już od roku muzeum, można powiedzieć, że ta decyzja była słuszna, ponieważ Westerplatte znajduje się na dosyć dalekich peryferiach miasta, dostęp tam jest bardzo utrudniony, można tam dojechać jedynie samochodem lub autobusem, dojeżdżają tam głównie autokarowe wycieczki ze szkół. Taką wycieczkę trzeba wcześniej zaplanować. 
To nie jest miejsce, do którego się przychodzi, tam się po prostu dojeżdża. Natomiast decyzja o lokalizacji Muzeum w odległości praktycznie kilkuminutowego spaceru ze Śródmieścia czy też Starego Miasta miała, w naszej ocenie, znaczenie miastotwórcze, tym bardziej że ten kierunek komunikacji otwiera drogę do Młodego Miasta. Młode Miasto powraca na swoje historyczne miejsce na obszarze postoczniowym. Planowana jest tu budowa nowoczesnej dzielnicy Gdańska – niezwykle atrakcyjnej, bo położonej bezpośrednio nad wodą.

Widok od ul. Stara Stocznia
Źródło: Tomasz Kurek

Jakie założenia projektowe brano pod uwagę na etapie konkursu?
Na etapie konkursu szukaliśmy właściwych rozwiązań przestrzennych, które powodowałyby, że budynek widziany z Długiego Pobrzeża – głównego bulwaru Gdańska – będzie intrygował i zachęcał do spacerów w tę stronę, wydłużając w ten sposób szlak turystyczny, po drodze wzmacniając funkcje usługowe, gastronomiczne itp. To już się dzieje, co obserwujemy z dużą satysfakcją. Szukaliśmy też rozwiązań, które zapraszałyby nie tylko do odwiedzenia wystawy, ale również do odpoczynku i relaksu, do spaceru w kierunku Nowego Miasta. Z perspektywy miasta jest to bardzo ważne, ponieważ dogęszcza swoje struktury wewnątrz, a nie rozlewa się na zewnątrz, za obwodnice, wchodząc w dzielnice peryferyjne. Dlatego ta lokalizacja miała ogromne znaczenie miastotwórcze. W zasadzie można powiedzieć, że nie tyle teren wpłynął
na projektowany obiekt, co właśnie Muzeum II Wojny Światowej ukształtowało najbliższą okolicę, dając impuls do budowania kolejnych inwestycji. Teren zyskuje na atrakcyjności.

Jak wyglądała współpraca z inwestorem?
Nieczęsto zdarza się architektowi projektować obiekt muzealny. Takie zlecenie otrzymuje się głównie w wyniku konkursu, kiedy to nagrodzona praca konkursowa jest podstawą późniejszego opracowania. Oczywiście, później ulega to pewnym modyfikacjom, jednakże najbardziej interesująca i emocjonująca jest pierwsza faza współpracy z inwestorem, kiedy powstaje koncepcja szczegółowa. To jest moment, kiedy wizja architekta, wyrażona w pracy konkursowej, dociera się z oczekiwaniami inwestora. W tym przypadku było to Ministerstwo Kultury, reprezentowane przez dyrekcję Muzeum. Na szczęście, cały proces przebiegał bardzo sprawnie. I w zasadzie okazało się, że poza drobnymi zmianami projekt odpowiada oczekiwaniom. Decydującą rolę odegrał tu fakt, że ten szczegółowy program inwestycji wraz z projektem wystawy był nam wszystkim znany na etapie wytycznych konkursowych, czyli w zasadzie nie było mowy o jakieś pomyłce. Nasz pomysł dotyczący zniesienia całej wystawy pod ziemię najlepiej spełnił oczekiwania inwestora. To jednak było niełatwe rozwiązanie, bo Muzeum zlokalizowane jest między dwoma kanałami wodnymi – Motławy i Raduni – w niezwykle agresywnym środowisku – wodnym. Dwa metry poniżej powierzchni ziemi utrzymuje się poziom wody. Zagłębiając budynek 14 metrów pod ziemię, mamy więc do czynienia z bardzo dużym ciśnieniem, naporem wód gruntowych.

Jakie nowoczesne rozwiązania techniczne zastosowano pod ziemią?
Budynek nie ma tradycyjnego posadowienia na fundamentach – jest zaprojektowany jako wanna szczelna, przy zastosowaniu ścian szczelinowych o grubości około 1 m, czyli tak, jakby statek zanurzyć w wodzie. Po prostu zbudowaliśmy burty i dno, po czym zagłębiliśmy się 14 metrów, praktycznie 
12 metrów jesteśmy w wodzie. Żeby to wszystko zagrało, tzn. żeby zrównoważyć wypór wody, zastosowano specjalne kotwy, trzymające tę całą strukturę do momentu, kiedy ciężar budynku nie zrównoważy ciśnienia wody i naporu gruntu. 
To było niezwykle skomplikowane. Okazało się, że po zdjęciu wszelkich kotew trzymających tę wannę w ziemi konstrukcja ruszyła się zaledwie 2 mm. To jest rewelacja, konstruktorzy potrafili tak dobrać obciążenia, że ten budynek praktycznie się nie ruszył. A proszę pamiętać, że powierzchnia tej wanny wynosi 1,5 ha. Wypełniają ją cztery kondygnacje, w których zlokalizowaliśmy wystawy główną i tymczasową, aulę, kino, dwa poziomy garażu i ogromną liczbę pomieszczeń technicznych i magazynowych. Natomiast na tym wszystkim stoi pochylona, 40 metrowa wieża, która spełnia funkcje dydaktyczne i edukacyjne. Ma charakterystyczną, rzeźbiarską formę, która jest intrygująca i przyciągająca uwagę. Dzięki schowaniu większej części budynku pod ziemią uzyskaliśmy plac, czyli miejsce, gdzie ludzie mogą się zatrzymać, spotkać, porozmawiać…

Widok od Kanału Rduni
Źródło: Tomasz Kurek

Oprócz posadowienia obiektu – co jeszcze było wyzwaniem?
Wielofunkcyjność obiektu. Oprócz najważniejszej jego funkcji, jaką jest wystawa główna, znajdują się tu również sale konferencyjne i kinowe, aule, pomieszczenia spełniające funkcje dydaktyczne i badawcze, biblioteka, sale do nauki, laboratoria, magazyny, administracja i restauracja. Ta niezwykle skomplikowana struktura funkcjonalno-przestrzenna wyróżnia ten budynek. Całe wyzwanie polegało na ułożeniu tych funkcji, powiązaniu ich właściwym układem komunikacyjnym i zapewnieniu prawidłowych warunków bezpieczeństwa. Przychodzą tutaj nie tylko mieszkańcy, lecz także turyści, całe wycieczki, którym trzeba zapewnić odpowiednie warunki użytkowania, zaprojektować sprawnie działające systemy instalacyjne, wentylację i oddymianie. To było naprawdę duże wyzwanie. Ale im trudniejszy projekt, tym później większa satysfakcja.

Czy taka wizja na bryłę budynku była od początku inwestycji?
Inwestor chciał, żeby był to budynek ikoniczny. Oczekiwał, że będzie to nowy symbol miasta – z uwagi na jego funkcje i wielkość. To była wówczas największa inwestycja w Polsce, która kosztowała 450 mln zł, w całości wyłożonych przez Ministerstwo Kultury. W związku z tym inwestor oczekiwał czegoś wyjątkowego i wszyscy projektanci przystępujący do konkursu musieli sprostać tym wymaganiom. W toku prac konkursowych dwa albo trzy razy myśleliśmy nawet o tym, żeby zrezygnować z prac nad konkursem. Bo zdawaliśmy sobie sprawę, że na naszych deskach nie powstaje nic ciekawego. Program Muzeum przewidywał ok. 30 000 m2 powierzchni całkowitej. Mając do dyspozycji półtorahektarową działkę, wypełnialiśmy ją ogromną kubaturą, która za każdym razem kojarzyła nam się z centrami handlowymi. Nie chcieliśmy takich rozwiązań. Chcieliśmy natomiast stworzyć miejsce przyjazne mieszkańcom i turystom. Jesteśmy z Gdańska, mieszkamy tu, więc być może dawało nam to pewną przewagę nad innymi w zrozumieniu znaczenia tego miejsca dla struktury miasta. Doszliśmy do wniosku, że przydałby się tu plac. Gdańsk jest miastem ulic. Nie ma wykształconego rynku charakterystycznego dla miast historycznych. Uznaliśmy, że potrzebne jest miejsce zatrzymania, odpoczynku, gdzie można się umówić, niekoniecznie odwiedzając muzeum. Jedynym rozwiązaniem był pomysł schowania większej części obiektu pod ziemię. Trochę ryzykowne i odważne, ale mamy przecież XXI w. i odpowiednie rozwiązania techniczne, aby tego dokonać, nawet w tak niesprzyjającym środowisku wodnym. Od razu też narodził się pomysł funkcjonalny. Architekt zawsze musi zadać sobie pytanie – dla kogo to projektujesz? Muzea głównie służą młodzieży i wycieczkom szkolnym. Wyobraziliśmy sobie, jak to będzie, gdy autokar z wycieczką podjedzie pod budynek Muzeum. Dzieci wysiądą ucieszone, że nie ma lekcji, podekscytowane nową sytuacją, rozmawiające i krzyczące do siebie – słowem, nieprzygotowane do wejścia w inny, wymagający skupienia i powagi świat wystawy. Postanowiliśmy więc wykorzystać tę różnicę wysokości pomiędzy holem wejściowym a poziomem wejścia na wystawę, aby dać zwiedzającym czas na ochłonięcie. Charakterystyczne, monumentalne, zapraszające do wejścia schody prowadzą w dół, w kierunku wystawy. Ten proces schodzenia, w otoczeniu surowych, betonowych ścian, sprzyja wyciszeniu. Z ogromną satysfakcją obserwujemy, że to działa. Przyjęte przez nas rozwiązania przestrzenno-funkcjonalne mają także ogromne znaczenie symboliczne. Wyznaczona jest bowiem wyraźna granica pomiędzy sacrum i profanum. Podziemie to też symbol przeszłości, tam chowamy piekło wojny, tam się toczy opowieść o jej traumie, a symbolem teraźniejszości jest plac – miejsce, gdzie w czasie rzeczywistym możemy się spotkać, ludzie mogą się gromadzić i rozmawiać. Z kolei symbolem przyszłości jest tu wieża, o rzeźbiarskiej, dynamicznej formie. Pełni głównie funkcje edukacyjne. Na szczycie wieży znajduje się restauracja, z której można podziwiać panoramę Gdańska. Wieża skierowana jest na miasto i pokazuje, jak Gdańsk odbudował się po wojnie. Takie zakończenie wycieczki z ...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Forum Nowoczesnego Budownictwa"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy